Ogólnie o Garbusie

27 listopada 2007garbatyInformacje techniczne

Artykuł z pierwszej strony klubu (2005–2012).

W latach rozpoczęcia produkcji pierwszych Volkswagenów chłodzonych cieczą nie myślano o doskonałej ergonomii. Auto ma ograniczoną do minimum liczbę wskaźników i przełączników. Starym Garbusem można się poruszać i to całkiem sprawnie. I to mimo, iż jest to wersja (wbrew napisowi z tyłu 1300) o pojemności 1200 ccm i mocy 34KM, zamówiona została pewnie przez jakiegoś dusigrosza. W sumie nie zachowuje się on gorzej od modelu o większej pojemności i mocy 40KM. Dochodzący z tyłu hałas można w tak epokowym samochodzie wybaczyć, podobnie jak parę innych drobiazgów. Ale żaden rzędowy silnik, w dodatku chłodzony cieczą nie zastąpi wspaniałego rytmu, jaki wydaje z siebie bokser Garbusa chłodzony powietrzem.

Mniej pobłażliwie trzeba jednak ocenić zachowywanie się Garbusa na szybko pokonywanych, ostrych zakrętach. Seryjne, wąskie opony nie zapewniają dość dobrej przyczepności, a tyłem samochodu potrafi zarzucać. Niema jednak, czemu się dziwić, gdyż przód auta jest lekki, zaś za tylną osią znajduje się silnik. Receptą na to jest refleks i szybka kierownica.

Wąska kabina musiała być kiedyś uwielbiana przez tatusia. Nigdzie indziej nie mógł być tak blisko z mamusią (oczywiście zanim nią została). Kiedy była mowa o przewiezieniu jakiegoś większego bagażu właściciele przeklinali samochód. Było jednak jedno rozwiązanie: był to bagażnik dachowy. Niema jednak, czemu się dziwić, gdyż w bagażniku mieściły się takie rzeczy jak bak, koło zapasowe i pojemnik z płynem do spryskiwaczy. Dodatkowa przestrzeń bagażowa z tyłu dawała się wykorzystać tylko wtedy, gdy znalazła się trzecia ręka, którą można by złożyć oparcie fotela. Poza tym niezalecane byłoby umieszczanie artykułów spożywczych ze względu na bliskie umieszczenie akumulatora.

Czy więc biorąc pod uwagę tak wyraźne mankamenty nie jest dziwne, że ciągle (a może znowu) tak uwielbiamy Garbusa? Nie, ponieważ dzisiaj jest on dla nas nostalgicznym wspomnieniem minionych lat. O tym, że kiedyś był trywialnym środkiem transportu, już się nie pamięta.
Od 1965 roku, kiedy roczna produkcja Volkswagenów przekroczyła milion sztuk, seryjne Garbusy (w kilku kolorach nadwozia), wyposażono w silniki o mocy 34KM, oraz inne wersje wyposażone w ten sam silnik lecz dodatkowo ulepszone hamulce hydrauliczne. Dla polepszenia własności jezdnych zwiększono rozstaw tylnych kół i średnicę koła zamachowego. Niebezpieczny i niewygodny wlew paliwa umieszczono na prawym przednim błotniku pod klapką. Przydała się również zmiana reflektorów przeprowadzona w 1967 roku. Nowe pionowe przednie światła, wbudowane w błotniki o zmienionym kształcie, lepiej niż wcześniej oświetlały drogę przed samochodem. Zaprezentowany rok później VW1500 był pierwszym modelem Volkswagena, w którym seryjnie zamontowano automatyczną przekładnię. W sierpniu 1970 roku w salonach Volkswagena rozpoczęto sprzedaż modeli 1302 i 1302S. W restylizowanych Volkswagenach z wydłużoną i bardziej wypukłą pokrywą bagażnika montowano dwa rodzaje silników: standardowy o pojemności 1,3 litra i mocy 44KM lub mocniejszy o pojemności 1,6 litra i mocy 50KM. Zamiast dotychczasowych wahaczy wleczonych i drążków skrętnych zastosowano nowoczesne kolumny skrętne McPhersona. Dzięki zmianie kształtu płyty podłogowej pojemność bagażnika wzrosła ze 140 do 260 litrów. Jesienią 1972 roku zadebiutował model 1303, przeznaczony na rynek amerykański. Konstruktorzy zadbali o wzmocnienie konstrukcji, tak aby spełniała bardzo ostre wymogi bezpieczeństwa. VW 1303 różnił się od swoich poprzedników. Miał m.in. dużą, panoramiczną szybę, wzmocnione zderzaki, odsunięte od nadwozia, i duże klosze lamp tylnych. Rok później VW 1303 w wersji S otrzymał hamulce tarczowe na przednie koła, całkowicie zmienioną deskę rozdzielczą, pokrytą czarna przeciwodblaskową wykładziną, fotele z zintegrowanymi zagłówkami i nowoczesną, łamaną kolumnę kierownicy. Z 50 konnym silnikiem ciężka eska rozpędzała się do setki w 20,5s.

Pod koniec lat sześćdziesiątych po drugiej stronie oceanu nastała moda na buggy, dziwaczne kabriolety na szerokich kołach, przeznaczone do samochodowych igraszek na plaży. Plastikowe buggy montowano na lekkich i wytrzymałych płytach podłogowych z... Garbusów. Nieoczekiwany sukces odniosła również replika Kubelwagena o dźwięcznej nazwie VW Safari (z odkrywanym dachem i silnikiem 1303), wytwarzana w latach 1969, 1980 na eksport do Stanów Zjednoczonych.

Wzrastająca popularność Golfa produkowanego seryjnie od 1974 roku skłoniła zarząd VW do przeniesienia produkcji przestarzałych modeli Garbusów z Wolfsburga do Emden. Ostatnie egzemplarze zjechały z taśm montażowych w 1978 roku, jednak wytwarzano je nadal w Brazylii i Meksyku. To właśnie tam, w fabryce w Puebla, w czerwcu 1992 roku wyprodukowano 21-milionowego Volkswagena Escarabajo (hiszp. Żuczek).Obecnie jest on nadal produkowany a w firma Nostalgia Cars z Arizony planuje rozpoczęcie produkcji oryginalnych Garbusów w liczbie około 10 tys. sztuk rocznie.