Udany debiut na torze w Modlinie
Artykuł z pierwszej strony klubu (2005–2012).

Pierwsza edycja wyścigów Gecko Cup, imprezy organizowanej przez Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego, odbyła się na lotnisku w Modlinie, przy ładnej pogodzie i przy aplauzie wielu widzów, którzy tłumnie przybyli obejrzeć najszybsze auta. Organizatorzy przygotowali aż trzynaście klas dla startujących, ogólnie rzecz biorąc najważniejszymi z nich były klasy MINI (do 1550 cm3 pojemności), DIESEL, FWD, STREET i MOTO (motocykle). Każda z nich podzielona była na kilka podklas, z reguły w zależności od napędu. My wystartowaliśmy w klasie Street, czyli w klasie samochodów tak zmodyfikowanych, by pomimo tych modyfikacji były nadal dopuszczone do ruchu publicznego.

Pod bramkę w Modlinie dojechaliśmy wszyscy razem około 6:00 nad ranem. Po krótkiej odprawie zajęliśmy miejsce w parku maszyn. O tej godzinie było niewielu uczestników, ale z minuty na minutę ich przybywało. W tym czasie opróżnialiśmy garby z różnych zbędnych ciężarów, jak koła zapasowe i skrzynki z narzędziami.
Około godziny 8:00 rozpoczęły się eliminacje. Zwarci i gotowi ruszyliśmy ustawić się w kolejce do linii startowej, a dziewczyny poszły na widownię robić zdjęcia i kręcić filmiki.

Po kilku przejazdach klasyfikacja wyglądała następująco (pośród garbusów): pierwszy Czarek z czasem 15,528, następnie ja 16,112, tuż za mną Tyka 16,199 i Rebel 19,293. Tyka jako "Ostatni Mohikanin" zjechał po dziesięciu udanych przejazdach. Ja odpadłem już po trzecim przejeździe, kiedy to po wyścigu z hondą rozpadło się koło wiatraka. Ostatecznie udało się wrócić do domu o własnych siłach, ale odniosłem straty w postaci kółka i osłony wiatraka, która przez wypadające łopatki została doszczętnie pocięta wewnątrz.
Niestety żaden z nas nie załapał się do półfinałów, ale najbliżej z nas był Czarls, gdyż zajął 7. miejsce, zaraz za Jaguarem S-Type.
Ogólnie zawody zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Nasze samochody cieszyły się dużym zainteresowaniem w parku maszyn. Ludzie przychodzili, zagadywali, nie mogli uwierzyć, że samochód Tyki ma ”tylko” 85 KM i robi takie czasy. Atmosfera, jaka tam panowała pozytywnie mnie zaskoczyła. Również podczas samych wyścigów nikt nie robił nam trudności. Pewnie ta sytuacja się zmieni jak tylko zaczniemy częściej wygrywać z innymi autami... ;) Ale na razie nikt nie robił nam bezsensownych problemów.
Podsumowując, imprezę Gecko Cup uważam za bardzo udaną pomimo drobnych awarii jakie nam doskwierały. Myślę, że tym, co pokazaliśmy zachęcimy większe grono ludzi do przybycia i ścigania się Garbusami. Wielu z nas już planuje kolejne modyfikacje, więc uważam, że przyszły rok będzie jeszcze ciekawszy!
