Bug River Ride - po
Artykuł z pierwszej strony klubu (2005–2012).
Zdjęcie nie zachowało się
Zaczęło się jak zwykle u nas – od ślamazarnego zbierania się z miejsca startu. Mimo to w końcu udało nam się ruszyć, a potem przebić przez tłumy Warszawiaków połączonych z nami tą samą chęcią wydostania się za miasto.
Na szczęście udało nam się ich zgubić i z lekka okrężną drogą dotrzeć nad Bug. Tam też pośród łabędzi i wałęsających się po łęgach (czy jak to się tam fachowo nazywa) swobodnych stadach krów nie działo się nic. I o to właśnie chodziło. Pogoda, niezbyt łaskawa dzień wcześniej oraz później podczas pikniku okazała jednak litość i nie przeszkadzała w nicnierobieniu.
Za wspólne nicnierobienie serdecznie wszystkim dziękujemy






Więcej zdjęć na forum
Część zdjęć z tego artykułu nie zachowała się.